Tygodnie lecą jak szalone, październik coraz to bliżej a realizacja planów wakacyjnych jak na razie w szczerym polu. Trzeba będzie się sprężyć i podwoić obroty ale niestety brak czasu potrafi być frustrujący. Póki co jestem dobrej myśli „dawaj, dawaj nie przestawaj! ) W środę kolejna sesja mam nadzieję, że będę mógł zrobić kilka fotek bo na dzień dzisiejszy to mam wielkie zaległości jeśli chodzi o zdjęcia ( te które chciałbym robić)
tak dla odmiany
mam nadzieje, że sobie poużywam z pozytywnym finałem…
(Karo na pewno nie chcesz ? ) )
Zerówka z historii sztuki zaliczona na 4.5 mogło by być lepiej gdyby nie jedno potknięcie. No ale tak to już bywa . Sesja zaczyna się 11 czerwca. Zostało 6 z 12 głupotów do zaliczenia, głównie jakieś prace. Upał niemożliwy i kolejny samotny weekend spędzę w dusznym, ciasnym, śmierdzącym bloku ale czego się nie robi dla wcześniejszych zaliczeń i połowy wolnego miesiąca ) teraz powinno być już tylko z górki…
Niestety błogie życie studenta się skończyło zalatany gdzieś między drukarniami
a szkołą, w końcu przybyłem do domu. Czasu coraz mniej a pracy nie ubywa, dzięki Bogu,
że czwartek jest wolny. Czekają mnie dwa dni kucia histerii sztuki a bonusowo kolokwium
z oświetlenia filmowego cóż za piękne połączenie, następny w kolejce czeka esej z
antropologii kultury, egzam z dźwięku w sztuce audiowizualnej i zapisu obrazu telewizyjnego (blech) niech to się już skończy!
ech |
Ostatnio naszło mnie sentymentalizm ciągle odnawiał bym stare rzeczy, tchnął
w nie drugie życie. Marzy mi się stary samochód, bo te nowe nie mają w sobie duszy.
A z drugiej strony korci mnie też wolność, niezależność, nawet samotność ale w
pozytywnym znaczeniu. Kwobojki, wytarte jeansy i czarny mustang 1967 r. wiatr
we włosach, muzyka, kontemplacja z otaczającym mnie światem, wszelkie troski
i smutki mile za mną coraz to dalej i dalej. . . )
Piękny słoneczny dzionek, leciutki powiew wiatru i wszechobecna, buchająca zieleń.
A ja siedzę przed moniturem i męczę prace na zaliczenie… Stawiam kreseczki i literki myśląc drugą półkulą mózgu o muzyce do etiudy (zdjęcia już w czwartek aaaaa!) wszystko oplecione atmosferą niecierpliwości, skłaniającą do rychłego zakończenia zaliczeń.
Co ja bym dał za czerwiec, za spokojną głowę po sesji i piękne wpisy do indeksu.
Za masę wolnego czasu i czasu spędzonego w pracy bez jakichś przerw na zajęcia szkolne. Za przejściówkę do średniego formatu, który leży i kwiczy o szkło.
Jutro zaś urodziny i zajęcia do 21 bleee )
Ostatnio siedząc samotnie między ścianami mojego
ciasnego pokoju, zacząłem myśleć zarówno o bliskich mi osobach
jak i ogólnie o człowieku. O naszej cierpiącej naturze i o skłonności
do zadawania sobie bólu. A także o bezradności i kruchości naszego
życia, które umyka nam przez palce z dnia na dzień. Czuje się rozdarty
na pół. Targany chwilami radości i smutku, czegoś, co można nazwać
racjonalnym myśleniem i pełną spontanicznością. Wszystko w mojej
głowie jest poprzewracane. Doświadczenia i teraźniejszość nie współgrają
ze sobą, nadzieja i zwątpienie walczą o chwilowe panowanie nad moim
umysłem. Brakuje mi sił, sił którymi chciałbym się podzielić z innymi lecz
nie potrafię znaleźć kompromisu…
Krocząc rankiem ulicami mojego pięknego, niechcianego miasta
Oglądałem się raz po raz na jakieś bezduszne puste w środku
stworzenia, które swoim debilnym wyrazem pyska czy co tam
mają…
Piękny, słoneczny dzień, świat za oknem zielenieje, jednakże ta radość
wiosennego życie nie trafia do mnie. Jedno co widzą moje oczy to jedna
z moich ulubionych fotografii, znana pewnie nie jednej fotograficznej duszy.
Zdjęcie jest adekwatne do mojego obecnego stanu. Czuję się „pożarty” przez
coś z czym nie mam siły walczyć. Tą rzeczą jest zwątpienie. W to co robię,
dokąd zmierzam i co planuje. Nie wiem czym jest to wywołane ale ambicja
pełna „dumy” nie pozwala się z tym pogodzić, równocześnie moja psychika
nie potrafię z tym wygrać.Tkwiąc w martwym punkcie nie cofając się ani
nie posuwając do przodu szukam bezsilnie wyjścia z sytuacji…
„All the times that I’ve cried,
all this wasted, it’s all inside
And I feel all this pain stuffed it down
It’s back again
and I lie here in bed all alone…”
Warszawa, Torwar 01.06.2007 Piękna pora, piękny dzień mam nadzieje, że koncert też będzie czymś pięknym. Pozostaje tylko kwestia pieniędzy na bilet i pogmatwanej sesji.
Mam nadzieje, że będzie ona nieco później, albo dużo wcześniej )
Najnowsze komentarze